Szukaj
  • Horse News

„Łatwo jest podbić świat z grzbietu konia…”

Aktualizacja: 15 gru 2020

…powiedział podobno Czyngis-chan (Temudżyn do roku 1206), który pozostał w

pamięci jako wielki zdobywca, charyzmatyczny wódz Mongołów i błyskotliwy polityk, ale jednocześnie często określany mianem tyrana, krwiożerczego wojownika i niszczyciela cywilizacji. Zwano go szaleńcem i geniuszem. Zapewne każdy z opisów tego wojownika zawiera ziarnko prawy, ponieważ była to postać barwna i wymykająca się jednoznacznym określeniom i opiniom. Zaryzykuję stwierdzenie, że większości czytelników odległa i egzotyczna Mongolia kojarzy się przede wszystkim właśnie z tą historyczną postacią.

Był jednym z największych zdobywców w dziejach świata, władcą bezwzględnym i brutalnym. Swoje sukcesy zawdzięczał nieprzeciętnym talentom wojskowym i bardzo dobrze wykształconej armii, w której szczególną rolę odgrywała mongolska jazda, szybko przemieszczająca się i niezwykle skuteczna w boju. Można wysunąć tezę, że bez wytrzymałych koni mongolskie podboje nie byłyby możliwe i w dużej mierze dzięki dzielnym rumakom armia Czyngis-chana okazała się niepokonana. Mongołowie stali się panami świata, ale nadal pozostawali koczownikami, mieszkali

w jurtach i pijali ajrag, a siedziby mogli w każdej chwili przenieść w dowolnym kierunku korzystając z usług niestrudzonych rumaków. Potężna i świetnie zorganizowana armia mongolska, która już u progu podbojów liczyła 110 tysięcy konnych wojowników, dotarła także do Polski. Wiosną roku 1241 najeźdźcy azjatyccy napadli na nasz kraj i Węgry, wojska przeszły przez Małopolskę i Śląsk, paląc Sandomierz, Kraków, Opole, Wrocław i wiele innych miast.Jak wówczas opisywano mongolskie rumaki? Sięgnijmy po cytat (1) :


Konie są małe, lecz mocne, wytrzymałe na głód i trudy; jeżdżą na nich po chłopsku, pędząc po skałach i kamieniach bez podków, jakby to były kozy leśne, po trzy dni z rzędu skołatane pracą zadowalają się małą garstką paszy. Ludzie w podobny sposób nic prawie nie troszcząc się o przyjmowanie pokarmów, karmią się samym barbarzyństwem; mają wstręt do chleba, używają mięsa czystych i nieczystych zwierząt bez różnicy, piją mleko zsiadłe pomieszane z krwią końską”.


Pochodzący z rodziny chanów Temudżyn ustabilizował władzę, a Mongołowie na podbitych terenach zaprowadzili jasny i prosty system administracyjny, oparty na bezwzględnym posłuszeństwie i bezdyskusyjnym wykonywaniu poleceń wodza. W celu szybkiego przekazywania rozkazów i raportów stworzono doskonale

funkcjonującą pocztę konną, która zawsze dysponowała świeżymi rumakami, by można było owe decyzje i postanowienia natychmiast dostarczać do dowolnego punktu. Chan wymagał od podwładnych natychmiastowego i ścisłego rozliczania się z powierzonych zadań. Poczta była opłacana przez samego wielkiego Chana, składała się z rozmieszczonych co 200-300 km stanic, w których kurier mógł wymienić zmęczonego konia i kontynuować misję. Tym sposobem można było przesłać wiadomość w tempie do 600 km na dobę. Do tradycji utworzonej w 1224 roku poczty konnej nawiązuje corocznie organizowany w Mongolii wyścig Mongol Derby (https://www.theadventurists.com/guides/mongol-derby), rozgrywany na dystansie 1000 km, znany jako najdłuższy i najtrudniejszy na świecie. W rolę posłańców konnych wcielają się uczestnicy tych nietypowych zawodów, pochodzący z całego świata jeźdźcy-poszukiwacze przygód i mocnych wrażeń.



Trasa tegoż „rajdu” zmienia się co roku i do momentu startu utrzymywana jest w ścisłej tajemnicy, a wiedzie przez otwarty step, zielone doliny, zalesione wzgórza, podmokłe tereny i obejmuje m.in. przeprawy rzeczne. Jeźdźcy zmieniają konie co 40 km na specjalnie zorganizowanych postojach, po drodze odbywają się kontrole weterynaryjne, które mają na celu monitorowanie zdrowia zwierząt i dbania o ich dobrostan. Lekarze mogą nałożyć kary na zawodników, którzy wymuszają na koniu zbyt szybkie tempo jazdy nie dostosowując jego możliwości do własnych ambicji. Zawodnicy spędzają w siodle po 13-14 godzin dziennie, dosiadają około 27 różnych, wyłanianych na drodze losowania koni, a wyścig trwa 10 dni. Zawody wymagają od uczestników nie tylko dobrych umiejętności w zakresie jazdy konnej, ale także żelaznego zdrowia, wytrwałości oraz umiejętności poruszania się w nieznanym terenie, ponieważ trasa nie jest oznaczona. Zwykle tylko połowa zawodników kończy te zmagania, ale już samo przekroczenie linii mety uznawane jest za sukces i stanowi wartość samą w sobie. Trzeba koniecznie tutaj wspomnieć, że jazda na mongolskich konikach różni się znacząco od jazdy konnej uprawianej pod naszą szerokością geograficzną. Wierzchowce w tym dalekim kraju są w zasadzie półdzikie i ujeżdżane według zasad zdecydowanie różniących się od

naszych. Koniki są, co prawda, zaznajomione z siodłem i ogłowiem, ale poziom ich

wyszkolenia bywa różny, co często skutkuje poważnymi kontuzjami odnoszonymi przez dosiadających ich śmiałków. W przeważającej części konie, na których startują zawodnicy są zwykłymi, roboczymi zwierzętami używanymi do prac związanych z pasterstwem, transportem etc. Małe, krzepkie i bardzo silne potrafią transportować dość dużych, ciężkich jeźdźców, ale ponoć niespecjalnie lubią pracę pod siodłem….. Są jedną z najstarszych udomowionych ras, wielkością i charakterem przypominają nieco, znane nam, hucuły. Ciekawy jest sposób ujeżdżania tych zwierząt, a metody pracy całkowicie różnią się od naszych.


Przynajmniej od tych znanych mnie, ponieważ być może ktoś u nas w kraju stosuje identyczne reguły przyuczając wierzchowce do pracy pod siodłem. Mongolskie konie zwykle są ujeżdżane w wieku trzech lat, a rumaka przeznaczonego do nauki najpierw należy sobie złapać. W tym celu koczownik wsiada na innego, bardziej zaawansowanego w pracy konia, bierze lasso przyczepione do długiej tyczki (urga), goni za upatrzonym, młodym koniem, łapie go na owo lasso i sprawia, że zmęczone zwierzę w końcu przestaje uciekać. Wówczas podjeżdża kolejny jeździec, czekający na okazję, zakłada na złapanego konia siodło, wskakuje na nie i nie pozwala się zrzucić. Po pewnym czasie koń rezygnuje z walki i wiezie człowieka na własnym grzbiecie. Później rozpoczyna się krótka nauka zatrzymywania polegająca na tym, że „ujeżdżacz” ciągnie za wodze. Trudno także mówić o systematycznej pracy ujeżdżeniowej dotyczącej tych półdzikich stworzeń. Bywa tak, że jeśli koń ma być po

raz kolejny użyty do pracy, to również w pierwszej kolejności najpierw należy go sobie złapać. I sytuacja staje się podobna do opisanej przed chwilą, z tym że tym razem walka ze złapanym na lasso koniem jest krótsza, ponieważ zmęczony rumak szybko przypomina sobie poprzednie lekcje. Już nie jest nowicjuszem w branży ujeżdżeniowej i szybciej akceptuje jeźdźca.


Pomimo dużej liczby aut sprowadzanych głównie z Japonii, Korei i Chin konie nadal odgrywają dużą rolę w życiu codziennym Mongołów, a koczownik z ich największą liczbą uznawany jest za bogatego. Stosunek do wierzchowców jest odmienny od naszego, zakorzenionego w kulturze europejskiej. Trudno znaleźć na stepie zabudowania typu stodoła czy stajnia, konie po prostu pasą się na stepie, nie są karmione specjalnymi paszami. Muszą przetrwać ekstremalne temperatury spadające do -40 stopni Celsjusza zimą i dochodzące do +30 stopni latem. W zimie pożywienie wykopują spod warstwy śniegu, więc zwykle na wiosnę wyglądają okropnie i są zbyt słabe, aby na nich jeździć.Odporne na warunki środowiskowe szybko wracają do normy po pojawieniu się wiosennej trawy. Wychowanie i hodowla koni niewiele zatem kosztuje, a popularny u nas zawód podkuwacza raczej nie funkcjonuje. Kopyta mongolskich koni są twarde i mocne. O legendarnej odporności tych zwierząt może natomiast świadczyć fakt, iż w

przypadku pojawienia się ciężkiej zimy ginie z głodu najpierw bydło, w następnej kolejności owce, potem konie, a na końcu kozy.

Typowe mongolskie stado składa się z 15-50 klaczy i wałachów oraz ogiera, prowadzącego stado i mającego za zadanie obronę innych osobników oraz wypełnianie obowiązków związanych z płodzeniem potomstwa. Do pracy używane są zwykle wałachy, dużo rzadziej klacze, których zadaniem jest rodzenie źrebiąt i opieka nad nimi. Pozyskuje się także od nich mleko, z którego wyrabia się ajrag- tradycyjny, mleczny, musujący napój alkoholowy. Na początku XX wieku ajrag (z jęz. tureckiego kumys) zalecano jako środek pomocniczy w leczeniu gruźlicy i podawano go w sanatoriach, m.in. w polskim Nałęczowie.


Na mongolskim stepie niewiele się zmieniło od czasów Czyngis-chana. Dawne tradycje i zwyczaje są wciąż żywe i obecne podczas świąt i w życiu codziennym. Konie, których liczba przewyższa liczbę ludzi, odgrywają w kulturze ogromną role i są nadal niezastąpione w codziennym życiu. Z końskich grzbietów pasterze doglądają olbrzymich, swobodnie pasących się stad krów, wielbłądów, kóz i owiec, nieodłącznego elementu krajobrazu. Prawie każde dziecko już w wieku kilku lat umie jeździć i bierze udział w wyścigach dosiadając koni bardzo młodych – rocznych i dwuletnich. Główne święto Mongołów – Naadam - obejmuje trzy tradycyjne konkurencje – zapasy, łucznictwo i wyścigi konne. Największe zawody odbywają się w stolicy kraju Ułan Bator, a mniejszej rangi festiwale organizowane są we wszystkich stolicach poszczególnych powiatów stanowiąc okazję do spotkań towarzyskich i rodzinnych. Zawody poprzedzają występy artystyczne, jarmarki i kiermasze, spotkaniom towarzyszą gry i zabawy, z rodziną i znajomymi można napić się kumysu i zjeść tradycyjne mongolskie placki z baraniną lub wołowiną (chuuszuury). Wyścigi konne rozgrywane są w różnych kategoriach w zależności od wieku koni dosiadanych przez dzieci liczące od 5 do 13 lat. Ważna jest niewielka

waga dżokeja, którego umiejętności w zasadzie nie odgrywają istotnej roli. Nie jest niczym nadzwyczajnym sytuacja, kiedy na linię mety koń dociera sam, ponieważ jeździec nie podołał trudnemu wyzwaniu i został zagubiony gdzieś po drodze… Konie, w zależności od ich wieku, rywalizują na dystansach od 15 do 35 kilometrów. Wyścigi to bardzo ważne wydarzenie dla wszystkich hodowców koni i chwała dla zwycięskiego dżokeja. Zwycięski koń zyskuje sławę i szacunek dla siebie i swojego potomstwa, a wtarcie we włosy jego potu zapewnia szczęście na cały kolejny rok.


Na zawodników wspomnianego wcześniej wyścigu Mongol Derby oprócz jazdy konnej czekają także inne atrakcje, jak choćby skosztowanie specjałów mongolskiej kuchni oraz zakwaterowanie w typowych, mongolskich jurtach. Wspomniana kuchnia jest bardzo prosta i uboga w składniki, jej podstawą jest mięso i przetwory mleczne. Warzywa obecne są w dość ograniczonej postaci. Obecnie część Mongołów porzuciła koczowniczy tryb życia, wielu zmieniło go na osiadły, jednak ich obyczajowość pozostała wierna tradycjom. „Normalny” dom z perspektywy Mongoła to jednak ger, czyli jurta, a nie mieszkanko w bloku, którego wynajęcie stanowi zdradę

tradycji liczącej 3 tysiące lat. W brzydkim Ułan Bator wieżowce często stoją w sąsiedztwie tradycyjnych jurt… W namiocie można zatem mieszkać przez całe życie. Wielu pasterzy musiało się jednak przenieść do miast, a właściwie na ich obrzeża do dzielnic slumsów, ze względu na padnięcia zwierząt spowodowane anomaliami pogodowymi, czyli tzw. dzudem. Mongołowie wyróżniają cztery rodzaj dzudu : czarny, biały, zimny oraz żelazny (lodowy). Czarny dzud to kombinacja kompletnego braku śniegu z bardzo niskimi temperaturami, czego wynikiem są potężne susze i brak pożywienia. Z kolei podczas białego dzudu opady śniegu są tak obfite, że zwierzęta nie mogą żywić się tym, co rośnie. Konsekwencją wszystkich rodzajów tych anomalii są masowe padnięcia zwierząt z głodu. W latach dzud 2009-2010 zabiła co najmniej 8 milionów zwierząt hodowlanych (około 17% całego pogłowia), pasterze stracili dobytek i do stolicy kraju napłynęły rzesze migrantów. Teraz w Ułan Bator żyje około 45 procent populacji. „Przebranżowionym” w rzemieślników pasterzom bardzo ciężko jest związać koniec z końcem. Oczywiście na przestrzeni wieków miejscowa ludność wypracowała metody walki z żywiołami. Jedną z prób przystosowania się do warunków klimatycznych są migracje sezonowe polegające na tym, że zimą pasterze przenoszą się na pastwiska przynajmniej częściowo osłonięte pasmami górskimi, natomiast latem korzystają z otwartych przestrzeni. W letnich miesiącach zbierają i suszą skoszoną trawę oraz gromadzą kozie i owcze odchody, które używa się jako opału do ogrzewania jurt. Z owego specyficznego materiału Mongołowie wytwarzają także bloki (khurjun) służące jako budulec ścian mających stanowić ochronę od wiatru dla zwierząt.

Do Mongolii poleciałam nie tylko z chęci poznania odmienności kultury i przyrody egotycznego kraju, ale przede wszystkim w związku z organizowanym nad jeziorem Hovsgol maratonem Mongolia Sunrise to Sunset (http://www.ms2s.org), w którym mój mąż brał udział i w którym zwyciężył w swojej kategorii wiekowej (ex-aequo Steen Nordby Holck z Danii). Bajecznie położone, krystalicznie czyste jezioro zwane Błękitną Perłą jest jednym z największych zbiorników słodkiej wody na świecie. Trasę maratonu przebiega przez Park Narodowy Hovsgol, a wszelkie wpływy i darowizny są przekazywane lokalnej społeczności, która aktywnie angażuje się w organizację tego wydarzenia. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to jedna z najpiękniejszych tras biegowych na świecie i warto było wziąć udział w tym wydarzeniu doświadczając niezwykłej gościnności i serdeczności gospodarzy.


Będąc w Mongolii, chcieliśmy jednocześnie poznać warunki i zasady organizowanego w tym egzotycznym kraju innego maratonu, a mianowicie „końskiego” czyli Mongol Derby, w którym z kolei ja chciałam wziąć udział jako zapalony zawodnik rajdowy. Edycja 2020 nie odbyła się ze względu na sytuację z koronawirusem, ale mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się zrealizować moje

plany startowe i przebyć 1000km na grzbiecie półdzikich mongolskich koników. Są one faktycznie zupełnie inne od naszych rumaków, a jazda stanowi czasem prawdziwe wyzwanie. W Internecie czytałam wiele teksów o tym, że Mongolię najlepiej poznawać z wysokości końskiego grzbietu i w takich wyprawach mogą uczestniczyć nawet osoby niedoświadczone, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z konną jazdą. Zupełnie się z tym nie zgadzam i nie polecam takiej formy odkrywania kraju ludziom niemającym pojęcia o koniach. To prawda, że podczas takiego rajdu można podziwiać dziką przyrodę i uczestniczyć w codziennym życiu mieszkańców stepu, ale jednak umiejętność jazdy oraz obchodzenia się z koniem jest, moim zdaniem, absolutnie konieczna. Obserwując mongolskie koniki oraz przemierzając step na ich grzbietach miałam wrażenie, że one w ogóle nie lubią czegoś takiego, jak praca pod siodłem. Przede wszystkim kochają wolność i możliwość swobodnego przemieszczania się po stepie szerokim, niekoniecznie skrępowane kulbaką, ogłowiem czy też innymi ludzkimi „wynalazkami”…

Podczas naszej wyprawy do Mongolii przebyliśmy tysiące kilometrów. Było to tym bardziej interesujące, iż trudno o jakieś konkretne mapy dróg tego ogromnego kraju. Drogi asfaltowe są, owszem, ale w zasadzie łącza jedynie większe miasta. Drogi stepowe są natomiast poprowadzone bez jakichś ustalonych zasad i wydaje się, że podczas ich tworzenia mieszkańcy raczej nie są ograniczeni z góry narzuconymi regułami. Oczywiście występuje brak znaków, sygnalizacji świetlnej czy innych udogodnień, bez których nie możemy się obejść w naszym wysoko cywilizowanym świecie. Nasz zaprzyjaźniony kierowca kilkukrotnie zbaczał zresztą nawet z tych stepowych, „tymczasowych” dróg i samodzielnie wytyczał trasę, pokonując Jeep`em koryta całkiem głębokich rzek. Ułan Bator jest zatłoczone i zakorkowane, ale ten problem nie występuje poza stolicą.Obserwowaliśmy transport koni na festiwal Nadaam i powiem szczerze, że byłam mocno zdziwiona spokojem, z jakim konie

znosiły transportowe warunki. W pewnym momencie wyprzedziła nas furgonetka, której kierowca chyba ledwie nas zauważył, ponieważ minął nasz samochód o dosłownie kilka centymetrów. Na pace owej furgonetki, stały sobie spokojnie dwa rumaki kontemplując krajobraz i zupełnie nie przejmując się szaleńczą jazdą, jaką fundował im radosny kierowca. Co kraj to obyczaj, ale czy u nas byłoby to możliwe? Nawet nie próbuję sobie wyobrazić naszych „gorących” wierzchowców w takiej ekstremalnej sytuacji….


Mam nadzieję, że to nie była ostatnia wyprawa do Mongolii, kraju cudnych krajobrazów, wspaniałej przestrzeni, nieskażonej natury oraz wspaniałych, serdecznych i gościnnych ludzi.


Część pierwsza wypowiedzi Czyngis-chana stanowiła tytuł niniejszego artykułu, część druga natomiast brzmi: „… tworzenie narodu po zejściu z konia jest trudne.”


1. Cytat dotyczący opisu koni mongolskich pochodzi z : Tomasz ze Splitu, Historia Salonitana, cytat na podst. : Europa w okresie wypraw krzyżowych, z.17, oprac. W.Semkowicz, Kraków 1925, s.32


Tekst i zdjęcia : Beata Szlezyngier-Jagielska

413 wyświetlenia0 komentarz