Szukaj
  • Horse News

A tymczasem w Łącku...

Aktualizacja: 17 wrz 2020




Przed zabytkowymi stajniami w Stadzie Ogierów w Łącku od kilku tygodni trwają wielkie prace budowlane. Stado przechodzi prawdziwą metamorfozę. Rodzi się ośrodek hippiczny z nowoczesną infrastrukturą. Powstaje tu też najnowszej generacji centrum inseminacji w Polsce. O rozmowę w sprawie planów i najnowszych inwestycji HorseNews.pl poprosił Prezesa Zarządu S.O. Łąck, głównego inicjatora i zarządcę tego zakrojonego na wielką skalę projektu, Pana Wojciecha Muczyńskiego.





HORSENEWS.PL - Rok 2020 przyniósł dla Stada Ogierów w Łącku wiele znaczących zmian. Na początku roku do Klubu Jeździeckiego przy S.O. Łąck dołączyła vice-Mistrzyni Świata z roku 2018 w Powożeniu Zaprzęgami Jednokonnymi, Weronika Kwiatek. Tegoroczne lato to czas inwestycji na szeroką skalę w infrastrukturę S.O. Łąck. Przed zabytkowymi stajniami powstaje wspaniały, nowoczesny plac do rozgrywania największych zawodów konnych. Jak on będzie wyglądał? Czym się charakteryzował?



WOJCIECH MUCZYŃSKI, PREZES ZARZĄDU S.O. ŁĄCK - Stado Ogierów w Łącku zmieniało się już od dłuższego czasu, nie tylko w tym roku. Zmiany te, które dotyczyły zarówno klubu, jak również powrotu do organizacji imprez jeździeckich, rozpoczęły się wraz ze zmianą podłoża na hali. Zaczęliśmy wtedy organizować więcej zawodów, łącznie z Finałem Halowego Pucharu Polski (to, że zawody takiej rangi powinny się tu odbywać, nie ulegało nigdy wątpliwości). Zrozumiałem wówczas, jak bardzo przekłada to się na zainteresowaniem pensjonatem, czy nauką jazdy konnej. Organizowaliśmy zakłady treningowe dla klaczy, zaczęto pisać o nas w mediach, zaczęło się „więcej dziać” w Stadzie, a dla mnie, jako dla osoby zarządzającej, zaczęło się to przekładać na pieniądze dla Spółki. Postanowiłem pójść dalej w tym kierunku. Poprzez rozmowy z zawodnikami, trenerami, sędziami, komisarzami - osobami, które bywają na zawodach w Polsce i zagranicą – zdałem sobie sprawę, czego nam brakuje, co powinniśmy zmienić. Przede wszystkim konstatacja, iż w Łącku mogłyby odbywać się Mistrzostwa Polski Młodych Koni, gdyby powstała nowa infrastruktura zewnętrzna. Przykład Stadniny Koni w Ochabach, gdzie obiekty sportowe są po drugiej stronie bardzo ruchliwej drogi (kilka wypadków śmiertelnych z tego powodu), jak również opinie zawodników i sędziów, były argumentem, który pozwolił mi zrozumieć, że inwestowanie w hipodrom, który dzieli od Stada droga krajowa nr 60, mija się z celem. Zawodnicy podkreślali, że nie będą tam startować, gdyż jest to niebezpieczne z punktu widzenia logistycznego, nawet jeśli na hipodromie byłby kwarc. Zawody w Łącku z frekwencją 150 koni, ostatnio nawet koło 200, unaoczniły mi, że ruch komunikacyjny, jaki tworzy się pomiędzy halą, rozprężalnią, a stajnią jest tak duży, że ulica musiałaby być praktycznie cały czas zamknięta dla przejeżdżających samochodów, co oczywiście byłoby fizycznie niemożliwe.



Dlatego też w 2017 roku wystąpiłem do konserwatora zabytków o zgodę na lokalizację hipodromu przed stajniami, którą ostatecznie uzyskałem. Otrzymaliśmy również aprobatę właściciela; udowodniliśmy przez ostatnie lata, że potrafimy organizować duże zawody konne. I tak, w roku 2020, realizujemy niebagatelne przedsięwzięcie: plac główny z rozprężalnią obok (tego, czego oczekują zawodnicy) oraz plac przy parku, bliżej hali – do użytku na co dzień, który będzie służył jako plac treningowy, spełniał również funkcję rozprężalni na zawodach halowych oraz jako plac ujeżdżeniowy na Mistrzostwa Polski Młodych Koni. Ma on wielkośc 25x65 metrów, co zapewni możliwość postawienia pełnowymiarowego czworoboku, z miejscem na objechanie go wokół. Organizatorzy MPMK wymagają, aby wszystkie trzy dyscypliny odbywały się równocześnie, na co chcemy być przygotowani. Oprócz tego będziemy budowali kros na naszych łąkach nad jeziorem. Całościowo jest to bardzo duże przedsięwzięcie, ogromna inwestycja.


- Widać, że to głęboko przemyślany projekt. Zapytam w tym miejscu o zaprzęgi – czy będą też budowane przeszkody maratonowe?


Tak, również. Jeżeli chodzi o zaprzęgi – dzięki temu, że Pani Weronika Kwiatek dołączyła do naszego Klubu, pierwotne założenia dotyczące budowy nowych placów zostały zweryfikowane. Początkowo plac miał mieć około 85m długości, ale biorąc pod uwagę potrzeby zaprzęgowców, udało się, „na styk” co prawda, wybudować plac o wymiarach 102x65 metrów. Dzięki temu, będziemy mogli tu ustawić czworobok dla konkurencji powożenia. Wystarczyłoby 60 metrów, jednak znów, myśląc perspektywicznie, postanowiliśmy zwiększyć szerokość do 65m, umożliwiając w przyszłości (mi lub komuś innemu, kto będzie organizował duże zawody ujeżdżeniowe) podzielenie tego terenu w poprzek na trzy czworoboki obok siebie. Stąd tak duże wymiary placu, które niektórych dziwią. To samo, jeśli chodzi o rozprężalnię – udało się wygospodarować 33 metry tak, aby 3 konie mogły się jednocześnie rozprężać, co jest wymogiem przy dużych imprezach (11m na przeszkodę).




- Jakie zawody planowane są w Łącku w związku z tą inwestycją? W jakich konkurencjach? Od jakiej rangi zaczynacie i do jakiej dążycie docelowo?


Planujemy organizować zawody we wszelkich konkurencjach, a ja mam nadzieję, że nawet na poziomie międzynarodowym. Wiadomym jest, że gros zawodów będzie regionalnych, na zawody ogólnopolskie czy międzynarodowe wymagana jest wysoka pula nagród pieniężnych, a więc, co za tym idzie, hojni sponsorzy są nieodzowni. Dążymy do tego, aby rozegrać co najmniej jedną imprezę międzynarodową w roku. Stawiam sobie za cel, aby pierwsze zawody tej rangi zorganizować za trzy lata. Są już pomysły na kalendarz imprez na przyszły rok, na dwa lata naprzód również. Ale potrzebni nam są sponsorzy.



- Co możemy jeszcze zdradzić zawodnikom i fanom jeździectwa, jeśli chodzi o obecny projekt?


Chcemy zadbać o estetyczne wykończenie całości, o tyle, o ile możemy i na ile zgadza się konserwator. Wszystko jest konsultowane – kolor kostki, wygląd kostki, ciągi komunikacyjne; a w tym wszystkim muszą być również spełnione normy jeździeckie i bezpieczeństwa. Przewidzieliśmy także miejsce na namiot VIP czy podest dla telewizji, w przypadku bardzo dużych imprez.


Jeśli chodzi o szczegóły techniczne: budujemy place w technologii Ebbe une Flut, czyli w takiej, jaką mamy na hali, tak też był rozpisany przetarg. Pozwala ona na automatyczne nawadniane nawierzchni (podlewanie tak ogromnych powierzchni jest bardzo uciążliwe). Wiemy dobrze, że zdarzają się sytuacje, zwłaszcza w okresie letnim, takie jak nawałnica czy oberwanie chmury, gdy plac ulega silnemu zalaniu, co uniemożliwia kontynuowanie zawodów. Dzięki zastosowanej technologii nie będziemy musieli się tego obawiać. Pompy będą samoczynnie odpompowywać nagromadzoną wodę. Staniemy się niezależni od pogody, a dodatkowo też, nie będzie nas ograniczać pora dnia, gdyż cały hipodrom będzie oświetlony. W razie potrzeby, będziemy mogli kończyć zawody nawet o godzinie 22-giej. Nie przewidujemy zawodów nocnych, ale zawsze mamy możliwość włączenia reflektorów o dużej mocy.


Jeśli chodzi o trybuny, to zostaną postawione od strony drogi. Mamy również pewne zalecenia konserwatorskie, które musimy spełnić. Odnośnie hałasu od szosy – pani Weronika tu jeździ, pani tu jeździła, nasze konie tu jeżdżą, i ruch samochodowy zdaje się im nie przeszkadzać. Niejednokrotnie bywałem na Cavaliadach, na halach zamkniętych, gdzie są tysiące ludzi, bardzo głośna muzyka, bardzo głośni spikerzy, trybuny szaleją. Jest to zdecydowanie nieporównywalne do przejeżdżającego tu pojazdu. Skierowanie trybun na zabytkowe stajnie pozwoli widzom podziwiać piękno całej infrastruktury. Kolor chodnika jest dopasowany pod kolor dachu, tak samo jak kolor krzesełek, loże sędziowskie też będą wkomponowane w tutejszą architekturę. Zostaną dostawione ławeczki, dosadzone drzewka, zależy nam na estetycznym wykończeniu całości. Firma, która wygrała przetarg - EQUI PROJEKT - specjalizuje się w budowaniu kompletnych ośrodków jeździeckich „pod klucz”. Wierzymy w ich doświadczenie i okazały efekt końcowy.



- Jako była pensjonariuszka zapytam jeszcze, czy jest przewidziana modernizacja stajni?


W tym roku nie damy rady. Nie jest to proste, ze względu na trudności ze znalezieniem dobrej ekipy budowlano - remontowej. Niewykluczone, że będę rozmawiać w tej sprawie z obecnie pracującą tu firmą. Chciałbym w tym roku odmalować stajnię numer 1, zobaczymy, czy starczy nam sił i czasu. W tym roku skupiliśmy się na modernizacji laboratorium i inwestycjach w infrastrukturę zewnętrzną.


- Rozumiem. A jeśli chodzi o samo Stado – wspominał Pan, że Spółka przechodziła trudniejsze chwile – czy zostaną przywrócone pierwotne funkcje Stada Ogierów: zakup nowych koni, wysyłanie ogierów na punkt, zakłady treningowe?


Jeśli chodzi o ogiery… Nieustannie spada pogłowie w Polsce - koni hodowlanych w kraju jest tak mało, że zakup drogiego ogiera jest po prostu ekonomicznie nieuzasadniony. Moje oczekiwania, które łączę z osobą nowego głównego hodowcy (pan Krzysztof Kierzek – przyp. red.), to nawiązanie współpracy z dobrymi stajniami zagranicznymi, tak, abyśmy mogli tu inseminować dużą liczbę klaczy i dysponować nasieniem najlepszych ogierów.


Hodowcy koni szlachetnych, którzy chcą mieć konie sportowe dobre lub bardzo dobre, którzy szukają i rozwijają swoje prywatne hodowle, rozumieją, że inseminacja jest najszybszą i najlepszą drogą do postępu hodowlanego. Ten kierunek na pewno będzie się rozwijał, my również będziemy go promowali. Ale w Polsce posiadamy także inne rasy. Stąd zamierzamy zakupić w tym roku kilka ogierów - ślązaków, a także ogierów koni zimnokrwistych. Hodowcy tych ras zazwyczaj preferują krycie ogierem niż inseminację. Ponad 50% wszystkich klaczy hodowanych w Polsce to klacze zimnokrwiste. Tak wygląda obecny rynek. Śledzę też statystyki, muszę dbać o to, aby to wszystko „spinało się” finansowo. Nie ma już środków z Funduszu Postępu Biologicznego, wszystko musi mieć uzasadnienie ekonomiczne. Co do ogierów – planujemy powołać komisję, złożoną z hodowców stadnin, członków PZHK, aby razem nakreślić potrzeby polskiej hodowli koni. Moim celem jest, aby S.O. w Łącku, które jest ostatnim niezależnym Stadem w Polsce, wyznaczało kierunki tej hodowli. Chciałbym, żeby to do nas dzwonili polscy hodowcy z pytaniem: „proszę pana, czym najlepiej pokryć moją klacz?” – i u nas otrzymywaliby fachowe doradztwo. Już w tym momencie jesteśmy w stanie temu sprostać z wiedzą i doświadczeniem, które posiadamy.


W tym roku będziemy również modernizować laboratorium w Centrum Rozrodu. S.O. Łąck to nie tylko infrastruktura jeździecka. Wyposażamy obecnie laboratorium w najnowocześniejszy na świecie sprzęt do oceny nasienia. Ten najważniejszy etap w całym procesie – ocena nasienia właśnie – będzie dokonywana przez automat-komputer, niezależny od czynnika ludzkiego, jakim jest oko. W tym momencie produkowane są we Francji zamówione przez nas instrumenty do laboratorium. Centrum Rozrodu Koni jest priorytetem w moim planach.

Obecne inwestycje, tak ważne dla zawodników, traktuję jako promocję Stada. Równocześnie, będą stanowić idealne miejsce do treningu i startów dla nowozakupionych ogierów.

Chcielibyśmy, aby to Łąck był miejscem, do którego przyjeżdżają kupcy po konia dla swoich dzieci, młodych jeźdźców, aby były tu konie, które są tak przygotowane, że bez problemu skaczą przeszkody do 120 cm, po uznanych ogierach i nie kosztują setki tysięcy złotych, ale są dostępne dla kieszeni rodziców, którzy chcą inwestować w młode talenty.


- W momencie zakupu nowych koni, czy zakłada Pan zatrudnienie nowych zawodników w Łącku?


Zatrudnienie dobrego zawodnika jest obecnie bardzo trudne. Po pierwsze, dobrzy zawodnicy to osoby, które z reguły nie są u nikogo zatrudnione, prowadzą własną działalność, przygotowują konie w swoich ośrodkach, uzyskują na nich wysokie wyniki i z zyskiem potem je sprzedają. Tylko nielicznym klubom udaje się utrzymać na etacie wybitnych zawodników. Dlatego rozważam powrót do rozmów z dyrektorem Zespołu Szkól Rolniczych w Górach o współpracy i możliwościach dla młodych ludzi zainteresowanych jeździectwem. Pan Kierzek ma wszelkie kwalifikacje trenerskie, aby takie osoby szkolić. Ale nawet jeśli u nas nauczyłyby się jeździć i znalazłyby się wśród nich jakieś wybitne „rodzynki”, to i tak nie udałoby się nam ich na dłużej zatrzymać, prędzej czy później odejdą. Staż w S.O. Łąck to nie tylko jazdy i starty na wspaniałym rumaku, ale głównie praca u podstaw, czyli trenowania młodych koni. Stąd wynika stała rotacja, z jednej strony naturalna wymiana młodych koni, z drugiej – liczymy się ze zmianą jeźdźców.


- A propos – pod koniec lipca rozpoczął się studniowy stacjonarny trening ogierów w zakładzie treningowym w Łącku, który zakończy się próbą dzielności w listopadzie. PZHK wytypował 15 koni, ich treningami pokieruje główny hodowca S.O. Łąck, pan Krzysztof Kierzek. Czy Zakłady Treningowe na stałe zagoszczą w łąckim kalendarzu?


Niestety, to nie zależy tylko ode mnie. Po pierwsze, na wszystko są przetargi. Po drugie, trzy lata temu była zmiana w kalendarzu hodowlanym PZHK, zrezygnowano ze stacjonarnego zakładu treningowego dla ogierów w ogóle. Odbywały się tylko kwalifikacje, każdy miał trening polowy „u siebie” i później próbę polową, taki stan rzeczy utrzymuje się do dzisiaj. Zakład treningowy, który ma miejsce w tym roku, jest alternatywą. Nie umiem powiedzieć, czy powróci na stałe do kalendarza PZHK. Jeżeli chodzi o zakład treningowy dla klaczy, to takie zakłady się odbywają, i mam nadzieję, że będą kontynuowane w Łącku, liczę na co najmniej dwa turnusy w ciągu roku. Ogiery są prestiżowe, ale na klaczach zależy mi bardziej, bo chciałbym, aby tu były inseminowane. Według mnie są to „obowiązki” naszej Spółki, działania, które powinny się tu odbywać od dawna. Nigdy wcześniej nie udało się zorganizować stacjonarnego zakładu treningowego dla ogierów w Łącku, ma to miejsce po raz pierwszy w historii. Nie do końca jednak od nas zależy, jaka będzie tego przyszłość. To Polski Związek Hodowców Koni będzie podejmować decyzje.


- Na kiedy planowane są tu pierwsze imprezy jeździeckie?


Pierwsze zawody regionalne w skokach mamy zapisane w kalendarzu jako halowe na 2-4 października br. Skrycie liczymy, że odbędą się one jako otwarte, na nowym placu. Choć na razie to tylko przymiarki.



- Czyli i skoki, i ujeżdżenie i WKKW i zaprzęgi – wszystkie sportowe konkurencje jeździeckie znów będą mogły się w Łącku odbywać. Wracamy zatem do tradycji, tylko w jeszcze lepszym wydaniu?


Tak. Nie ukrywam, że bardzo zależy mi na konkurencji zaprzęgów. Jest to, według mnie, niedoceniony sport; w Polsce ciągle nie za bardzo jest miejsce dla zawodów zaprzęgowych, a widzę, że zawodnicy pałają dużą wolą startów. Odkąd jest z nami pani Kwiatek, odbyły się już dwa szkolenia, wiele osób, które zajmuje się powożeniem, zjechało do Łącka. Nie spodziewałem się aż takiego zainteresowania, ale widać, że jest na to rynek, więc pozostaje tylko się cieszyć. A ja szczególnie chcę promować w Łącku powożenie, może nawet bardziej niż skoki.


- Bartłomiej Kwiatek, brat Weroniki, związał się z Stadem Ogierów Książ. Ciekawa zbieżność, prawda?


Tak, choć Stado Ogierów Książ to tak naprawdę OHZ Kamieniec Ząbkowicki, dysponujący 4 tysiącami hektarów i tysiącami krów, przez co możliwości finansowania Bartka są znaczne.

Bartłomiej Kwiatek przyjechał ze swoimi końmi na kilka miesięcy na treningi do Łącka w zeszłym roku zimą. Możliwości treningów o tej porze roku to duża przewaga, procentująca w czasie zawodów w sezonie letnim. Wracam tu do krytej ujeżdżalni w S.O. Łąck, gdyż nie ma wielu takich obiektów w kraju. Inwestycja w naszą halę była bardzo perspektywicznym krokiem. Możliwość całorocznych treningów mogła zaważyć na wyborze miejsca przez panią Kwiatek. Weronika i Hubert są chyba zadowoleni z nowego miejsca, ja się bardzo cieszę, że KJ Łąck wzbogacił się o takich zawodników. Na chwilę obecną nie jesteśmy wstanie finansować członków klubu, ale liczę, że z czasem zacznie się to zmieniać i będziemy mogli wspierać naszych reprezentantów. Nie mamy, niestety, takiego zaplecza finansowego jak topowe kluby w Polsce, gdzie właściciel klubu jest jednocześnie właścicielem dobrze prosperującej firmy.

- Z ciekawości – czy woltyżerka wróci do Łącka? Konkurencja ta cieszyła się dużym zainteresowaniem wśród okolicznych dzieci i młodzieży, sekcja KJ Łąck odnosiła wiele sukcesów. Zdecydowanie wybiła się Joanna Sikorska, którą powołano do Kadry

Narodowej, i która świetnie radziła sobie na arenie międzynarodowej.


Szczerze mówiąc, przy natłoku obecnych spraw, nie myślałem jeszcze o woltyżerce. Trenerka, Pani Kasia, miała dłuższą przerwę w pracy z tytułu urlopu wychowawczego. Myślę, że niedługo wrócimy do tematu tej widowiskowej konkurencji. Na pewno potrzebujemy nowego konia woltyżerskiego. Ilość inwestycji, wydarzeń i obowiązków jest tak ogromna, że ta kwestia trochę zeszła z mojego pola widzenia.


- Oczywiście, rozumiem. Ja osobiście i tak podziwiam rozmach inwestycji, planowanie w przyszłość, branie pod uwagę tylu aspektów!


Planuję obecne przedsięwzięcia od roku 2017. Pamiętam pierwsze rozmowy w roku 2016, gdy objąłem posadę prezesa zarządu S.O. Łąck, analizy, rozważania o przyłączeniu do innej Spółki (tak jak to miało miejsce w innych Stadach) z powodów ekonomicznych. Głównym źródłem dochodów dla naszej Spółki są uprawy polowe i to zbiory determinowały możliwości rozwoju. Przez ostatnie dwa lata susza pokrzyżowała znacznie plany finansowe. W międzyczasie zaczęliśmy organizować zawody. Udało się wiele zdziałać, zwłaszcza inwestycje w podłoże na hali były kluczowe dla dalszych działań w S.O. Łąck. Organizowaliśmy również zakłady treningowe dla klaczy, pan Paweł Rutkowski był wówczas kierownikiem (były jeździec WKKW, uczestnik Mistrzostw Europy w Blenheim w Anglii w roku 2005, uczestnik Mistrzostw Świata w Aachen w roku 2006 – przyp.red.).

Cały czas testowałem potencjalne kierunki dalszych działań. Były okresy, kiedy z kadrą pracowniczą było lepiej, raz gorzej, a wiadomo, do wszystkiego potrzebni są ludzie. Pracy przy koniach nie da się zautomatyzować, tak jak niektórych procesów w rolnictwie. Tutaj potrzebni są ludzie, ich wiedza i fachowość. Teraz nastał etap dla mnie najważniejszy - inwestowania w Centrum Rozrodu i naszą misję hodowlaną, aby wynieść ją na poziom europejski, a może światowy.


- Trzymamy kciuki. To piękna misja, wspaniałe plany dla S.O. Łąck, a w konsekwencji i całego kraju. Jeśli mogę spytać o aspekt finansowy – kto wspiera ekonomicznie te zakrojone na wielką skalę projekty?


Nie wiem, jakie krążą plotki, bo różne informacje do mnie docierają. Generalnie robi to Spółka dla Spółki, dla nikogo innego, realizujemy założone cele. Jeśli chodzi o finansowanie, to opieramy się o własne środki. Nie możemy korzystać z funduszy europejskich, co jest wielką dyskryminacją. Rozporządzenie Komisji Europejskiej przyjęte w 2014r. wyłącza nas z wszelkich możliwych źródeł dofinansowania, nawet jeśli chodzi o rolnictwo, zakup ciągników, etc. Posiłkujemy się leasingami, kredytami, ale nie ma tu ukrytego sponsora. Oczywiście właściciel nas wpiera, o tyle, o ile może wspierać i na ile przepisy prawa na to pozwalają. To, co teraz widzimy, jest efektem wieloletnich rozmów i starań. Cieszmy się z tego, co powstaje. Nie jest w to włączony żaden ukryty kapitał - zawsze inwestujemy z własnych środków w budynki czy maszyny rolnicze, to samo dotyczy obecnej sytuacji. Nie ukrywam, że od kilku lat mamy wsparcie KOWRu, głównie pod kątem Klubu i zawodów, tak jak KOWR jest również jednym ze sponsorów MPMK czy Cavaliady. Zapracowaliśmy w ostatnich latach na przychylność Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, udowodniliśmy, że możemy i umiemy przeprowadzić z sukcesem duże zawody. Naszym ważnym i częstym sponsorem jest PKN Orlen. Teraz myślimy nad tym, żeby organizować tu cykl zawodów, może Ligę, aby zwiększyć częstotliwość rozgrywanych u nas imprez jeździeckich. Czas to zweryfikuje. Dla mnie istotne jest także zamknięcie się budżetu przy takich projektach. Tak jak musieliśmy sami sfinansować koszty podłoża na hali, tak samo teraz czeka nas podobne wyzwanie, jeśli chodzi o nowe place.


- Dziękuję serdecznie za rozmowę i podzieleniem się z nami i naszymi czytelnikami tyloma informacjami. Mam nadzieję, do zobaczenia na najbliższych zawodach w Łącku!


Ja również dziękuję i serdecznie zapraszam do Stada Ogierów Łąck.

Rozmawiała: Zofia Helak-De Bonis



590 wyświetlenia0 komentarz